Nikodem Antczak w dwugłosie z Horacym

Nikodem Antczak, Do Pompejusza za Horacym

O Pompejuszu, sycylijski magnacie!

Bogactwa twe ni sławy, ni żywota wiecznego ci nie przyniosą.

Jak Tyton zapomnianym zostaniesz.

Jednozdaniową notatką w uczniowskim zeszycie upamiętnionym.

Ty, co poklasku wśród plebsu szukasz.

Myśli twoje jutrem zadręczasz, zamiast dniem teraźniejszym się cieszyć.

Do miejsca każdego w szacie królewskiej się wybierasz.

Ty, co umiaru nie posiadasz.

Płaszcz twój dwukrotnie purpurą barwiony.

Z łoża twego wyrwanym zostajesz przez chciwość sny twe plamiącą.

Tyś nie żeglarzem, ojczyzny perfekcyjnej szukającym,

którego wędrówka długa mądrości ilości daje takie,

jakich ty w życiu całym swoim nie posiądziesz.

Porzuć więc wille swoje oraz rodzaju wszelkiego bogactwa

I podobnie jak wędrowiec udaj się w lądy dalekie.

Wśród Germanów i Brytów zamieszkaj,

scytyjskie stepy nawiedź,

Góry Kurdystańskie i Pontyjskie przebądź,

przez arabską pustynię się udaj,

do kuszyckiej chaty zawitaj,

wyżyny Hispanii i lasy galijskie odwiedź.

I wreszcie poznawszy życie, zaznaj spokoju w Hiperborei.

Horacy, Do Pompejusza Grosfusa1 (Otium divos rogat…)

O spokój błaga bogów w czas podróży

samotny żeglarz na egejskiej toni,

kiedy na niebie gwiazdy gasną, księżyc

chmura przysłoni […]

Kto poprzestaje na małym, solniczką

ojców świeci między stołów darami,

ma sen spokojny, dobrej myśli brudna

chciwość nie plami.

Czemu tak krótkie życie, a żądanie

nadmierne? Czemu wędrujemy wiecznie?

Można z ojczyzny uciec, lecz od siebie

nikt nie uciecze. […]

Kto dobrą myślą22 w dniu dzisiejszym żyje,

ten nie zabiega o jutro łaskawsze,

drwiną gorycze zaprawia: szczęśliwym

trudno być zawsze.

Achilles krótko żył i wielkim został,

a Tyton długo i znikomym stał się

może, co tobie los zabrał, mnie odda

w stosownym czasie.

O Grosfie, twoje stada sycylijskich

krów ryczą, słychać, jak klacz drży w kwadrydze,

na twoich barkach płaszcz dwakroć barwiony

purpurą widzę

a mnie od losu starczy w skromnym darze

greckiej Kameny pieśń i szczupła scheda.

Z dumą odpycham zawistnych,

o poklask pospólstwa nie dbam.

NAŚLADOWCY DADAISTÓW

W 1916 r. Tzara przedstawił instrukcję do tworzenia takich utworów: „Chcąc stworzyć wiersz dadaistyczny, weź gazetę. Weź też nożyczki. Wybierz artykuł, który odpowiadałby długości twojego wiersza. Wytnij artykuł. Następnie powycinaj z artykułu poszczególne słowa i włóż je do torby. Potrząśnij delikatnie torbą. Następnie po kolei wyciągaj z torby słowa. Zapisz wszystko na kartce. Wiersz będzie podobny do ciebie”. Read More

APOKALIPTYCZNA WIZJA POWROTU RODZICÓW Z ZEBRANIA

[1] I dnia owego miał miejsce sąd ostateczny.

W progach domostwa mego z czarnej jak smoła mgły wyłoniła się matka moja – Anioł Śmierci, oskarżyciel, duch zniszczenia.

Jej czarne oczy zmroziły krew w żyłach moich, a oddech płomienny parzył skórę mą boleśnie.

[2] Wkroczywszy do środka, rozwinęła czarne skrzydła i poruszyła nimi trzy razy.

Pierwszy trzepot wieczne ciemności sprowadził.

Drugi sprowadził ciszę bolesną.

Z trzecim trzepotem wzniósł się cierpienia i rozpaczy krzyk pełen.

[3]  I ziemia pękała i wychodziły z niej oceny najróżniejsze – ślepe, kalekie, latające i pełzające i otoczyły mnie chmurą, która potępić mnie miała.

Matka moja płonąc niczym gwiazda upadła, ruszyła w kierunku moim, rysując pazurami orlimi po posadzce kamiennej.

[4] Każdy człek żyjący świadom był, że uciec nie można, więc zmuszając do pracy zastygłe od strachu członki, wyprostowałam się z godnością, czekając na cios ostateczny, który spokoju mego miał mnie pozbawić.

[4]  Istota owa, matki już w niczym nieprzypominająca, podszedłszy kroków kilka jeszcze otworzyła pysk swój.

A z pyska tego wyłoniły się potężne jak u smoka kły.

A pomiędzy kłami jej pojawił się słup ognia piekielnego.

A w ogniu tym były wszystkie dusze uczniów, na wieczne cierpienia i potępienie skazane.

[5] I oto nadeszła godzina moja.

I w umyśle mym rozległ się głos wymieniający wszystkie błędy me.

A każdy z nich był jak igła w mózg wbijana.

I nagle pośród głosu demona rozległ się krzyk jakby do walki zachęcający.

[6] Podeszłam na ten okrzyk do matki mojej i wyparłam się zarzutów mi stawianych.

A matka moja ,widząc bunt mój, wydała cierpienia jęk i zaniemówiła.

 Zuzanna Russyan

APOKALIPTYCZNA WIZJA POWROTU RODZICÓW Z ZEBRANIA

[1]       A gdy ten dzień nastał

I gdy burzliwe niebo chmurami okryte

A ona spośród błyskawic się wyłoniła

I u progu drzwi stanęła

[5]        Oddech jej ciężki

Głos porywczy niczym łaskoczące fale o brzeg morza przy przypływie

Uczucia troski i łaskawości niczym odpływ

Jej krzyk odbija się od ścian pokoju mego

Jej krzyk niczym bicz przebija powietrze winy mej

[10]     Oj biada mi nastała, gdy jej oczy pełne furii

Patrzą na mnie niczym drapieżnik na swą ofiarę

Gdy spojrzenie zelży, jeśli zelży, to męki okrutne będą u końca

Koniec katuszy już zaznanych

Lecz istnienia mojego zwiędłe płatki opadną

[15]     Lecz istnienia mego nastąpi brak.

Agnieszka Mydlarz 

 

Copyright STREFA HUMANISTY 2020
Tech Nerd theme designed by Siteturner